Facebook

Grillluję się

Przez w Maj 15, 2017 w Moja uroda | 0 komentarzy

Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter

Nadszedł wreszcie czas na moją ulubioną rozrywkę w długie, ciepłe wieczory – grill. Kiedy tylko spadły ostatnie majowe śniegi i słońce zaczęło nagrzewać powietrze do magicznych 20 stopni, wiedziałam, że wkrótce zacznie się ten szał… Pierwszy ciepły weekend i z okolicznych ogródków oraz domów zaczął docierać do mnie ten charakterystyczny zapach pieczonych cudowności. To była prawdziwa masakra. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby jak najszybciej załapać się na jakąś grillową imprezę. To było silniejsze od mnie. Byłam tak szaleńczo zdeterminowana, że pojechałam do najbliższego dużego marketu i kupiłam sobie mini grilla. Wiecie, taką wersję na działkę albo na trawnik przed akademikiem.

Do tego jakieś tacki i po chwili od wejścia do mieszkania kombinowałam gdzie by tu tego grilla rozpalić. Postanowiłam wyciągnąć z domu chłopaka i przekonać go do wycieczki nad pobliski zalew. Wprawdzie na podobny pomysł, jak się potem okazało, wpadło jakieś kilkadziesiąt innych osób ale i tak było warto. A i zapomniałam o najważniejszym. Mój chłopak ma kartę Makro więc po drodze zajrzeliśmy po kilka niezbędników w ramach ich akcji Grill – świat produktów w Makro. Brykiet, podpałki i oczywiście pyszności na grilla. Siedzieliśmy z tym grillem dobre kilka godzin. Właściwie to przez większość czasu leżeliśmy patrząc leniwie w chmury albo na wodę. Kto by pomyślał, że grill zainspiruje mnie do takich wypraw i weekendowego chill outu. Polecam Wam wszystkim, nie potrzebujecie wielkiego grilla, żeby mieć mnóstwo radochy 🙂

źródła obrazków: tamethegrill.com, iStock

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *