Facebook

Second handy czy sieciówki?

Przez w Wrz 17, 2015 w Mój czas wolny, Moja moda, Moje hobby | 0 komentarzy

Przyznajcie się – kupowaliście kiedyś ciuchy w second handach? … Pewnie w wielu przypadkach w tym momencie zapadła cisza. Bo wstyd, lipa, siara, obciach? Nadal dla wielu z nas sklepy z odzieżą używaną kiepsko się kojarzą. Bo tam robią zakupy ludzie biedni, bez gustu? Może jakiś procent klientów do takiej grupy należy, nie twierdzę, że nie ale przypinanie wszystkim klientom takiej łatki jest co najmniej krzywdzące. Jeśli sądzicie, że jestem w błędzie – wybierzcie się do większego sklepu tego typu. Kogo tam znajdziemy? Przede wszystkim młodych ludzi, do tego porządnie i gustownie ubranych. Dlaczego? Ponieważ w second handach można nierzadko znaleźć firmowe ubrania w bardzo dobrym stanie albo po prostu fajne, stylowe ciuchy w świetnych cenach. Te naprawdę spore sklepy organizują często wyprzedaże podczas których można za jeden ciuch zapłacić zaledwie złotówkę. Pewnie podejrzewacie, że to straszne szmaty… Wcale nie. Nawet za taką cenę można wyszperać prawdziwe perełki. Marki takie jak H&M, Zara, Reserved czy inne. Kilka złotych i możemy mieć naprawdę fajne ciuchy. Dlatego w second handach jest taka masa ludzi. Młodych i starych, dobrze i nieco mniej gustownie ubranych. Na pewno nie są to miejsca skupiające biedaków bez gustu, możecie mi wierzyć. Jak second handy mają się do sieciówek? W tych ostatnich znajdziemy na pewno modne i nowe ciuchy ale czy lepszej jakości? Niestety w wielu przypadkach nie. Ubrania, które szybko się mechacą, rozciągają czy po prostu bardzo szybko zużywają. Niska jakość za bardzo wysoką cenę. Co ja wybieram? W zasadzie jedno i drugie, staram się zachować równowagę. Przyznaję, że lubię zarówno zakupy w centrach handlowych, jak i grzebanie w ciuszkach w second handach. Dzięki temu mój domowy budżet jest w jako takiej kondycji a w szafie mam zarówno modne i nowe ubrania, jak i te trochę znoszone ale bardzo stylowe...

Moja trauma z dzieciństwa

Przez w Wrz 15, 2015 w Mój dom | 0 komentarzy

Kto z Was pamięta tragicznie długie wycieczki szkolne podczas których Wasz świat wirował, tańczył a żołądek wywracał się na lewą stronę co kilka minut? Pewnie większość z Was właśnie zawiesiła się wspominając te jakże ohydne czasy młodości i posmak śniadania, obiadu i kolacji w gardle. No niestety, większość z nas ma traumę związaną z chorobą lokomocyjną. Tak, tą właśnie chorobą czyli zmorą dzieciństwa. Dlaczego o tym piszę? Bo w ostatnim czasie do moich rodziców przyjechała kuzynka z dziećmi i odwiedzaliśmy z nimi naszą rodzinę przy okazji zaliczając trochę okolicznych atrakcji turystycznych. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że dzieciaki cierpiały z powodu wspomnianej choroby lokomocyjnej. Na nasze szczęście jej przebieg nie był bardzo ostry (czytaj: nie wymiotowały co chwilę) ale widok bladej jak ściana dziecięcej twarzy oblanej potem nie należy do najprzyjemniejszego widoku w trasie. Naprawdę się o nich bałam. Postanowiłam więc, w ramach zajęcia czasu, poszukać informacji o najskuteczniejszych aktualnie środkach przeciwko chorobie lokomocyjnej i co się okazało? Nadal króluje wszystkim znany Aviomarin. Ech, lek dzieciństwa. Jak widać niewiele się w tym temacie zmieniło. Na nudności, wymioty i inne objawy choroby lokomocyjnej najskuteczniejszy okazuje się być stary, dobry i sprawdzony przez pokolenia lek. I dobrze, przynajmniej wiem , że mogę polecić dzieciakom sprawdzony przez siebie specyfik, który wiem, że pomoże im tak samo skutecznie jak kiedyś mnie. To pocieszające, że mimo upływu tylu lat można nadal liczyć na stare, sprawdzone...

Inne spojrzenie na ból

Przez w Wrz 8, 2015 w Moja uroda | 0 komentarzy

Wspominałam Wam, że w ostatnim czasie przypomniały o sobie moje ukochane zatoki, prawda? No właśnie, niestety. Los bywa okrutny i oprócz bólu zatokowego męczą mnie ostatnio zwykłe bóle głowy. Podejrzewam, że największy wpływ na obecną sytuację ma moja skłonność do narzucania sobie zbyt dużej ilości obowiązków. Praca, blog, szkolenia, spotkania ze znajomymi i pierdyliard innych rzeczy, które robię kosztem odpoczynku i snu. Niestety przy takiej ilości obowiązków wybieram najszybszy sposób radzenia sobie z takimi problemami w postaci odpowiedniej pigułki i idę dalej. Niestety też zazwyczaj wybierałam po prostu leki przeciwbólowe, które tłumiły reakcję organizmu w postaci sygnału, że coś dzieje się z nim nie tak. Jednak znajoma poleciła mi Aspirin, który ma działanie nie tylko przeciwbólowe ale też przeciwzapalne, co oznacza, że jeśli ból, który mi doskwiera świadczy o tym, że w moim organizmie rozwija się jakiś stan zapalny, to zażywając Aspirin nie tylko stłumię informację ale też rozwiążę prawdopodobnie źródło problemu. Wiem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie na wszelkie dolegliwości bólowe i jeśli problem powtarza się przez dłuższy czas, to trzeba koniecznie skontaktować się z lekarzem. Jednak świadomość, że wybieram środek, który nie tylko zabije sygnał ale też będzie leczył, jest pocieszająca. Na rynku obecnych jest kilka takich środków ale na mnie, jak na razie, najlepiej działa właśnie Aspirin. Zobaczymy jak długo. Znajoma jest zadowolona. Bohaterowie amerykańskich filmów też zazwyczaj sięgają po aspirynę, to musi być znak...

Snapchat, Vine, Instagram czy jeszcze coś innego?

Przez w Wrz 5, 2015 w Moje hobby | 0 komentarzy

Przyznaję, śledzę na Facebooku profile co najmniej kilku najbardziej znanych polskich blogerów. Maffashion, Jessica Mercedes, Kominek (Jason Hunt) czy inni wyznaczają w polskiej blogosferze pewne trendy. Od pewnego czasu zauważam pogoń za promowaniem używania coraz to nowych mediów do komunikacji z czytelnikami. Facebook to oczywiście standard ale swego czasu była duża moda na Ask’a za pośrednictwem którego można było zadawać sobie pytania. Niby mega proste rozwiązanie a jednak w pewnym momencie wszyscy zaczęli się tym bawić. Popularny był też Pinterest, na którym można tworzyć swoje tablice do których przypina się wirtualne pinezki z różnymi zdjęciami. Pomysł bardzo fajny i wiele osób nadal z niego korzysta. Pinterest może być źródłem wielu inspiracji dla ludzi, którzy zajmują się rękodziełem albo po prostu szukają fajnych wzorów ubrań i akcesoriów czy innych natchnień. Generalnie spędzić tam możemy furę czasu, to trochę jak oglądanie telewizji – oglądasz a potem nic nie pamiętasz, ale było fajnie. Ostatnio tryumfy święci Snapchat czyli aplikacja za pośrednictwem której nagrywa się krótkie filmiki, które następnie udostępnia się ludziom obserwującym Twój profil. W praktyce – oglądasz durne filmiki o niczym ale masz poczucie, że uczestniczysz w czyimś życiu i jest fajnie. Taka zabawka gimbazy. Jest jeszcze Instagram czy mniej popularny w Polsce Twitter. Ten pierwszy jest całkiem fajny. Zdjęcia jakoś zadziwiająco dobrze wychodzą, może my je nieco zmienić nakładając jeden z kilkunastu dostępnych filtrów. Jest słitaśnie ale nic się nie rusza i jest za mało efektu „blink blink” więc na Instagramie obecni będą bardziej poważni blogerzy, dla gimbazy to nuda. Na koniec Vine. Tam też kręci się filmiki ale są one o tyle fajne, że składają się z krótkich ujęć, klatek, które tworzą pewną całość, historię, która dodatkowo się zapętla. Bardzo ciekawy efekt i medium, które jeszcze nie jest tak popularne w Polsce. Podejrzewam, że jego czas niedługo nadejdzie więc warto się przygotować...

Czas się doszkolić

Przez w Wrz 4, 2015 w Mój czas wolny, Moje hobby | 0 komentarzy

W ramach samodoskonalenia się i zdobywania nowych umiejętności postanowiłam poszukać dla siebie ciekawych szkoleń i nauczyć się co nieco żeby w niedalekiej przyszłości zawalczyć o nową pracę. Popytałam też siostry co by mi poleciła, jako bardziej doświadczony pracownik i osoba, która osiągnęła już dość wysoką pozycję w swojej firmie. Poleciła mi szkolenia dla menedżerów! Stwierdziłam – wow, siostra, nie przesadzasz? Okazało się, że wbrew pozorom szkolenia takie nie są tylko i wyłącznie dla osób zajmujących takie stanowiska ale też dla tych, którzy w przyszłości chcieliby je zajmować. Podczas zajęć można się więc dowiedzieć jakie są nasze mocne strony, jaki wpływ na pracę mają nasze emocje i jak można nimi zarządzać. Można też dowiedzieć się jak być szczęśliwym w pracy i tak stwierdziłam, że tego typu szkolenie może być jednak czymś dla mnie. Poza tym zajęcia mają nauczyć technik, dzięki którym zwiększy się zaangażowanie pracowników. Mogłabym nauczyć się zarządzać ich emocjami czy zarażać optymizmem i przekonywać do sensowności działań. Przyznam, że nie myślałam o tym, że w najbliższym czasie będę zajmować jakieś kierownicze stanowisko ale nigdy nic nie wiadomo, a z pewnością mój szef, gdyby dowiedział się, że biorę udział w takim szkoleniu, zacząłby inaczej mnie postrzegać. Może dzięki temu stałabym się odpowiednią osobą do awansu na stanowisko, które wymaga zarządzania ludźmi. Inna rzecz, że jako bardziej świadomy pracownik mogłabym inaczej spojrzeć na działania moich przełożonych 😉 Sprytne,...