Facebook

Mam dość upałów!

Przez w Sie 28, 2015 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Sierpień mnie dobija. Dwutygodniowa prognoza pogody w telefonie pokazuje tylko pełne słońce bez śladu chmurki czy deszczu. Po tygodniu było nawet ok, zaliczyłam otwarte baseny, opaliłam się całkiem przyzwoicie, wypiłam kilka zimnych piw ze znajomymi nad jeziorem. Wreszcie nikt nie narzekał, że urlop jest beznadziejny bo zimno i pada. Nie, przeciwnie, paliło jak w piecu i ani śladu chmurki, z której coś mogłoby spaść. W porządku, początek wakacji można było zaliczyć do udanych. Drugi tydzień – trochę ciężko było wytrzymać w autobusach miejskich, klimatyzacja w pracy nieco szwankowała więc osiem godzin za biurkiem zaczęło być wyzwaniem. Jednak jakoś się przetrwało. Tydzień trzeci – nadeszła lekka irytacja. Bo ludzie się nie kąpią, co czuć w autobusach. Bo komunikacja oszczędza na klimie choć autobusy są w nią wyposażone, bo ktoś mógłby wreszcie podkręcić tę w pracy żeby dało się jakoś wytrzymać. Dobra, może będzie lepiej. Tydzień czwarty – ok, bez żartów, gdzie ten deszcz? Kolejny tydzień ze średnią temperatur 35, to już przegięcie. Tęsknię za zimą, no może bardziej za wczesną wiosną ale za zdecydowanie niższymi temperaturami. Ja chcę do domu… No tak, zapomniałam, że w domu jest podobnie. Cholera. No i w domu nie mam klimy. Tydzień piąty – umieram, dość mam, nie ruszam się z wanny albo przenoszę się do piwnicy. Trudno mi myśleć. Wszędzie dookoła bloku wypalona trawa. Jakaś totalna masakra. Zaczęli jednak zapowiadać deszczyk. Jest nadzieja. Szósty tydzień – deszcz z prognoz pojawia się i znika, a z nieba nic nie leci oprócz żaru. Jestem na granicy wytrzymałości… Jest… pierwszy od kilku tygodni. Deszcz, burza i spadek temperatury. Jesteśmy...

Jak nauczyć kota korzystać z kuwety czyli kocich porad ciąg dalszy…

Przez w Sie 25, 2015 w Mój kot | 0 komentarzy

Nie-właścicielom kotów może się wydawać, że korzystanie z kuwety jest u kotów zupełnie naturalną czynnością, z którą się rodzą albo o której wiedzę wysysają z mlekiem matki. Zapewne jest grupa kotów, która niedługo po urodzeniu wyrusza w teren w poszukiwaniu swojej pierwszej kuwety, do której zaczyna się załatwiać uznając, że pozostawianie śladów swojej obecności w gnieździe jest ohydne i niegodne kota. Ta większa, a wręcz przeważająca kocia grupa, musi do kuwety zostać przyzwyczajona. Wcześniej będzie poszukiwać miejsca do załatwienia swoich potrzeb w kącie naszego salonu, na wycieraczce, w kwiatku albo po prostu na środku dywanu. Mój Czarek niestety należał do takiej poszukującej kociej grupy. Musiałam mieć się więc na baczności i obserwować mojego małego zwierza, czekając na wszelkie objawy chęci załatwienia się. Czasami udawało mi się zapobiec katastrofie, niestety zdarzały się też przypadki przyłapania zwierza podczas załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych. Po kilku przypadkach zasikania kotem połowy mieszkania, postanowiłam mu odpuszczać i pozwolić załatwić się w jednym miejscu do końca, uznając tym samym swoją pedagogiczną porażkę. Testowałam przy tym różne żwirki, piaski, wiórki… Okazało się, że najbardziej odpowiada mu taki zwykły, zbrylający się, bezzapachowy. Kiedy zaczynał obwąchiwać jakiś kątek brałam go od razu do kuwety i czekałam. Wąchał, drapał, kręcił się i wreszcie załatwiał. Nauka korzystania z kuwety może nie należy do najłatwiejszych ale satysfakcja właściciela po osiągniętym sukcesie jest nie do opisania...

Co jeść w upały

Przez w Sie 23, 2015 w Mój dom | 0 komentarzy

Jako, że z nieba leje się żar, to tym razem słów kilka o jedzeniu w upały. Jakie jedzenie da się przełknąć w upały? Lekkie, chłodne, niskokaloryczne. Nie, nie mam na myśli wyłącznie wody, choć po nią sięga się najczęściej i to w ilościach hurtowych. Ja w wakacje mam fazę owocowo-warzywną, co w praktyce oznacza posilanie się sałatkami, chłodnikami i owocami. Świetnie sprawdzają się też koktajle. Na szczęście, mimo upałów, jeszcze można jakieś dostać owoce i warzywa w rozsądnej cenie więc korzystam. Poniżej kilka inspiracji. Co Wy na to?

Kleik ryżowy nie tylko dla niemowląt

Przez w Sie 21, 2015 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Dzięki mojej siostrze zaczęłam w ostatnim czasie nieco eksperymentować w kuchni. Na pierwszy ogień poszły muffinki, potem ciasteczka owsiane, serniki na zimno a ostatnio próbuję swoich sił w ciastach i ciasteczkach. Mam ogromną słabość do czekolady więc moje wypieki zazwyczaj są czekoladowe. Robiłam już więc brownie i ciasteczka czekoladowe z rodzynkami i orzechami. Pierwsze próby okazały się na tyle satysfakcjonujące, że odważyłam się na robienie bardziej skomplikowanych słodyczy. Przy okazji zaopatrzyłam się w odpowiednie składniki – przyprawy, bakalie i różne rodzaje mąk. Dotychczas moja wiedza o tych ostatnich ograniczała się do rozpoznawania mąki poznańskiej i tortowej, a okazuje się, że jest jeszcze żytnia, ryżowa czy kukurydziana. Do tego w kuchni wykorzystuje się produkty, które większość osób kojarzy z małymi dziećmi, takie jak kleik ryżowy. Trafiłam na fajny przepis na ciacha w kształcie serduszek z żurawiną i kleikiem ryżowym właśnie. Mimo, że nie były z czekoladą, to postanowiłam je zrobić w ramach niespodzianki dla mojego chłopaka. I wiecie co? Nie wiedziałam gdzie mam kupić kleik ryżowy. Głupia sprawa ale jak się nie ma dziecka, to nie wiadomo gdzie sprzedawane są takie produkty. Wydawać by się mogło, że w jakichś specjalistycznych sklepach z artykułami dla dzieci, a tu nie do końca… Kleik znalazłam w moim markecie, na stoisku z kaszkami i daniami dla niemowląt. Ciastka wyszły fajne więc przepis zamierzam wykorzystywać w przyszłości. Na liście słodkości do zrobienia mam jeszcze blok czekoladowy, który w składzie ma mleko w proszku. Na szczęście już wiem gdzie go szukać...

Moje kochane zatoki

Przez w Sie 19, 2015 w Moja uroda | 0 komentarzy

Upały i klimatyzacja to połączenie, które każdego roku wywołuje u mnie niemały ból głowy. Dosłownie, są chwile, kiedy mam wrażenie, że zaraz mi pęknie, a ja rozsypię się na milion kawałków. To nie migrena ani obawa o sytuację polityczną na świecie, to nawet nie troska o przyszłość czy wkurzający szef. To ZATOKI. Słowo, na widok którego robi mi się źle. Przeraźliwy ból w okolicach twarzy, który rozwala mi kompletnie czaszkę przy schylaniu się. Konam i marzę tylko o termoforze oraz moim ukochanym proszku na ból zatok, no i o łóżeczku, dniu wolnym i świętym spokoju. Znajomi, którzy nie mają tego niebywałego szczęścia odczuwać podobnych dolegliwości, pytają mnie jakie są objawy bólu zatok. Słysząc takie pytanie mam największą ochotę powiedzieć – cholernie upierdliwe ale mówiąc sobie to tylko w myślach opisuję ból w okolicach oczu, nosa, skroni, który nasila się podczas schylania, czasami uczucie ucisku. Dodatkowo kaszel, gorączka czy utrata węchu. Jest tego trochę. Jednak najgorszy jest ból głowy, masakra. Znajoma kiedyś podrzucała mi pomysły na domowe sposoby radzenia sobie z zatokami czyli przykładanie gorącej soli czy inhalacje. Mnie najbardziej dopasował termofor, taki naprawdę gorący. Ten stary wynalazek jest po prostu boski. Wykorzystuję go też podczas okresu, przynosi mi wtedy równie dużą ulgę. Zatoki przeziębiłam wiele lat temu w pracy, w której mieliśmy klimatyzację. Siedziałam centralnie pod nawiewem. Po kilku godzinach rozbolała mnie głowa. Kiedy poszłam do lekarza kazał mi się schylić i zrobiło się wesoło. Przez całe dzieciństwo uniknęłam tego typu problemów a tu takie zaskoczenie. No niestety, mleko się wylało więc trzeba z tym jakoś...