Facebook

Gdzie na majówkę?

Przez w Kwi 15, 2015 w Moje hobby | 0 komentarzy

Majowy weekend zbliża się wielkimi krokami. Mam nadzieję, że razem z nim nie kroczy fala deszczu i burz albo innych paskudztw, które jakimś dziwnym trafem pojawiają się w tym okresie każdego roku. No nic, planuję wyjazd, a przynajmniej zaczęłam rozważać kilka opcji. Bez szaleństw, zamierzam raczej odwiedzić okolice. No chyba, że w ostatniej chwili wpadnie mi do głowy coś szalonego i kupię bilety lotniczy do Hiszpanii albo innego Paryża. Jednak na początek okolice – Roztocze, Kazimierz Dolny, Nałęczów. Warto wracać do takich miejsc. Nałęczów: Roztocze: Kazimierz Dolny nad Wisłą: Paryż oczywiście 😉  

Moja słabość…

Przez w Kwi 10, 2015 w Mój dom | 0 komentarzy

Tak właściwie to jest ich kilka – słodycze, kawa, lody – bo to takie inne słodycze i one – orzechowe i chrupiące. Moja słabość od lat – chrupki orzechowe. Orzechowe wafelki, ciastka, czekolada z orzechami czy nawet jogurt orzechowy – to też ale chrupki to zupełnie co innego. Jestem im wierna od dzieciństwa. Smaki się zmieniają, za wieloma rzeczami już nie przepadam, wiele nowych smaków doszło do mojego menu a to się nie zmieniło – chrupki orzechowe po prostu uwielbiam i cieszę się, że nie znikają z rynku jak jogurty z tym dodatkiem. Najwyraźniej, na szczęście, fanów takich chrupek jest zdecydowanie więcej niż fanów jogurtów o tym smaku. To zawsze jakieś pocieszenie. Mam kilka szczególnie ulubonych marek tych chrupaków i stale testuję nowe. Bo przecież przyjemności nigdy zbyt wiele. Teraz stanęło na chrupkach w kształcie orzeszków Felixa – a jakże, nawet takie się znajdą. Przyjemny pomysł na chrupki i całkiem smaczny. Zaliczyły mój test i zostały włączone do grona ulubionych orzechowych przekąsek. Może trafią do listy zakupów sylwestrowych. Bo jak Sylwester to tylko z dobrymi chrupakami i dobrymi filmami. Reszta już nie jest tak ważna. W tych chrupkach podoba mi się też to, że zazwyczaj są bardzo naturalne – w składzie mają zazwyczaj po prostu zmielone orzeszki i kukurydzę. Nie są potrzebne nawet wzmacniacze smaku i aromatu. Orzeszki bronią się same. Przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że objadam się chemią i zmasakruję sobie cerę. Słone przekąski to nie jest samo zło...

Czas na hollywoodzki uśmiech

Przez w Kwi 7, 2015 w Moja uroda | 0 komentarzy

Jestem wielką fanką herbat i kawy przez co mój uśmiech od zawsze jest tym, co chciałabym poprawić. Nie pomagają też krzywe zęby. Generalnie brakuje blasku i błysku. Od kilku lat kombinuję z różnymi pastami wybielającymi żeby nieco podreperować mój image. Niektóre pomagały na chwilę, inne w ogóle. Musiałabym po każdym posiłku myć zęby żeby widoczne były obiecane przez producentów rezultaty. Wiem, że najlepiej byłoby wybrać się do stomatologa i załatwić sobie profesjonalne wybielanie, jednak na takie przyjemności jakoś nigdy nie mam wolnych funduszy, zawsze są bardziej pilne wydatki więc inwestuję tylko w kolejne pasty wybielające. Rozważałam nawet zakup pasty dla palaczy. Powinna być na tyle silna żeby uporać się z moimi zębami herbacianymi. Inna rzecz, że pasty kupuje się na tyle rzadko, że nie nadąża się za trendami na rynku. Co chwila na półkach sklepowych pojawiają się nowe produkty, które mają być tymi najlepszymi, najskuteczniejszymi i jedynymi w swoim rodzaju. I ja wierzę i kupuję, testuję i wracam do danego produktu albo idę dalej. Siostra niedawno poleciła mi pasty z serii Max White One Colgate[http://www.colgate.pl/app/ColgateOralCare/Toothpaste/MaxWhiteOne/PL/Products.cwsp]. Sama ich używa od jakiegoś czasu i jest bardzo zadowolona. Ona tym bardziej musi dbać o zęby ze względu na aparat ortodontyczny, który nosi. Po każdym posiłku musi je myć aby pozbyć się resztek jedzenia. Uciążliwe ale zapewne dzięki temu może cieszyć się pięknym, lśniącym bielą uśmiechem. Colgate Max White One Luminus to jest mój kolejny typ. Skuteczne wybielanie zębów na całej powierzchni dzięki specjalnej pianie – ok, to trzeba przetestować. Do tego jeszcze dobra szczoteczka i bielsze zęby gwarantowane...

Dobrze jest czasem skorzystać z promocji…

Przez w Kwi 5, 2015 w Moja uroda | 0 komentarzy

Była zima, zwykły szary dzień, kiedy weszłam do ulubionej drogerii w poszukiwaniu z góry ustalonych produktów… Ale nuda, co? Tak naprawdę chciałam napisać, że przy okazji zakupów brakujących produktów w drogerii dałam się skusić promocji na żele pod prysznic. A w tym przypadku ja bardzo rzadko daję się skusić. Wszystko dlatego, że mam bardzo suchą i wrażliwą skórę więc większość żeli pod prysznic po pewnym czasie używania zostawia moją skórę w tragicznym stanie. Nawet te, które obiecują jedwabistą skórę po każdej kąpieli… Aha, jasne. Nie wiem co się stało tym razem, że dałam się tak łatwo przekonać. Może fakt, że znalazłam żel, który jest hipoalergiczny, bez parabenów, dla naprawdę wrażliwej skóry. Cenę miał też bardzo fajną. Postanowiłam więc po raz kolejny zaufać producentom i spróbować czegoś nowego. I tu wielkie zaskoczenie. Skóra mi się nie sypie, nie swędzi, a używam go od zimy, kiedy standardem było, że skóra na nogach była w fatalnym stanie od mrozów. Żel jest bardzo łagodny, bezzapachowy i naprawdę przyjemny w użyciu. Do tego wydajny. Zamierzam kupić go ponownie jak mi się skończy. Przyznaję, że jestem naprawdę zaskoczona. Pierwszy żel pod prysznic od wieków, który nie jest przeznaczony dla niemowlaków a działa tak, jak obiecał producent. A tym, co ciekawe jest Colgate, marka, która kojarzy się przecież pastami do zębów. Mam nadzieję, że to ich zaskakujące wejście na rynek z produktami pod prysznic przerodzi się w piękny ciąg dalszy. Jak na razie ja jestem zachwycona i zadziwiona...

Plastry na skołatane nerwy

Przez w Kwi 2, 2015 w Moje hobby | 0 komentarzy

Na co dzień słucham bardzo dużo muzyki – praca, dom, autobus. Poszukuję więc nowych klimatów, dźwięków, wykonawców. Bardzo lubię Deezer za Flow czyli strumień różnorodnej muzyki, która zmienia się każdego dnia. Dzięki temu nie mogę narzekać na nudę. Kiedy jednak nieco zmęczy mnie mainstream zaglądam do polecanych albumów, playlist. Mam jednak też swoich ulubieńców. Muzykę, która pasuje do mojego nastroju, kilku wykonawców, którzy niezawodnie poprawiają mi nastrój. Jednym z nich, a właściwie jedną jest Jessie Ware – angielska piosenkarka oraz autorka tekstów. Jej głos sprawia, że naprawdę się odprężam. (https://www.youtube.com/watch?v=XLaOxbd37jc). Moim drugim typem, równie niezawodnym jest Chris Botti – amerykański trębacz smooth jazzowy. Jego album To Love Again z 2005 roku zawsze mnie uspokaja, po prostu zawsze (https://www.youtube.com/watch?v=hwti6ll5fDg). Inny plaster – John Mayer – amerykański kompozytor wokalista i gitarzysta (https://www.youtube.com/watch?v=IfFi4Q7ueA8). Uwielbiam szczególnie jego płytę Continuum z 2006 roku. Innym energizerem muzycznym jest Michael Buble – kanadyjski wokalista jazzowy i popowy. Wspaniale śpiewa. Śledzę też jego profil na Fb i trzeba przyznać, że ma facet poczucie humoru, do tego naprawdę słodką rodzinkę. Inne typy – cały czas dochodzą nowe. Docieram do albumów, które pasują mi przez chwilę, są świetne ale potem do niech nie wracam. Tak po prostu. Do głowy wtłaczają mi się piosenki, które potem długo nie chcą z niej wyjść, to jest koszmar, zwłaszcza, jeśli utworami tymi są koszmarne mainstreamowe hity, który lecą non stop we wszystkich najbardziej komercyjnych radiach. To jest prawdziwy zamach na moją głowę… Na szczęście zawsze wyganiam je moimi plastrami, pięknymi i...