Facebook

Pomocy, potrzebuję czegoś nowego!

Przez w Lut 28, 2015 w Moje hobby | 0 komentarzy

Każdego dnia słucham muzyki, nie mogę bez niej żyć. Pracuję, odpoczywam, ćwiczę przy muzyce. Często wybieram po prostu dobre radio (czytaj: bez tony reklam), ale są takie chwile jak dziś, że kompletnie nie wiem na co mam ochotę. Posłuchałabym czegoś fajnego, nowego, świeżego. Dawno słuchałam polskiej muzyki. Muszę przyznać, że jakoś mało przepadam za polskimi gwiazdkami. Może za dużo było Dody i Wiśniewskiego wszędzie, że nabrałam przekonania, że polskie to tandetne. Sorry Doda. Postanowiłam pogrzebać nieco w sieci i poszukać jakiegoś serwisu z newsami muzycznymi. Takiego miejsca też z polskimi nowościami muzycznymi. I tak trafiłam na stronkę mojego operatora, który stworzył serwis dedykowany muzyce. Muszę przyznać, że naprawdę się zdziwiłam, jak tam trafiłam. Zapowiedzi i relacje z koncertów, recenzje, wywiady czy mnóstwo fajnych zdjęć. Wpadli mi w oko jacyś zupełnie mi nie znani artyści.  To jednak pocieszające, że wśród zalewającej nas muzyki masowej są jeszcze perełki, które można odnaleźć w bardziej popularnych serwisach. Kilka lat temu mocno wkręciłam się w muzykę mniej popularną, a konkretnie w trip hop. Nie wszyscy wiedzą, że niektóre hity sprzed lat należą do tego właśnie gatunku (np. „Missing” – Everything But The Girl). Smuci mnie też to, że w radiach słychać ciągle te same utwory, a nowej, świetnej muzyki tworzy się tony. Tylko ona nie trafia do radia. Takim sposobem większość ludzi słuch a tego samego. Zwykłemu zjadaczowi razowca nie chce się przecież poszukiwać, grzebać, drążyć i starać się odnaleźć coś fajnego. Tym bardziej cieszę się, że tacy giganci jak T-mobile mają odwagę żeby promować tą mniej popularną muzykę. źródło obrazka:...

Padam…

Przez w Lut 27, 2015 w Moja uroda | 0 komentarzy

Zimno i pada… Czyli zima w polskim wydaniu. Po prostu masakra. Gdyby jeszcze chociaż spadł śnieg i przykrył szaro-bure widoki, może człowiek czułby się jakoś lepiej. A tak musimy jakoś trwać w tych szarościach od kilku miesięcy. Nic dziwnego, że ludzie wyglądają jak zombie. Mnie na przykład ciągle chce się spać. Snuję się bez życia. Nawet mój kot Czarek jest jakiś osowiały. W przypływie resztek energii postanowiłam zakupić zestaw witamin. Podobno dobrze się wchłaniają i mają jakieś cuda-wianki w składzie. Nawet sproszkowane warzywa. Trochę mi lepiej, przyznaję. Choć łykanie tabletek to nie jest dla mnie najbardziej przyjemna czynność pod słońcem. Z rozrzewnieniem wspominam witaminy z dzieciństwa. Wprawdzie nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to są witaminy. Dla mnie i dla wielu moich rówieśników to był po prostu pyszny proszek, który wyjadało się wprost z saszetki. Mowa oczywiście o nieśmiertelnym Vibovicie. To były chyba najlepsze witaminy na świecie – takie, które chciało się pochłaniać w niezliczonej ilości saszetek. Zastanawiałam się nawet czy nie zakupić ich sobie ponownie w ramach sentymentu. Ech, co to byłoby za uczucie – znowu zanurzyć palec we wspomnieniach z dzieciństwa 😉 To ciekawe, że kiedyś wszyscy je zajadali. Nie było tak ogromniej różnorodności. Lizaków, żelek i innych form multiwitaminowych dla maluchów. Ciekawe też, że mama nigdy nie goniła nas za to, że nie rozpuszczaliśmy tego proszku w wodzie. Nawet nie przyszło mi to nigdy do głowy. To byłaby prawdziwa zbrodnia! źródło obrazka:...

Kiedy trzeba się doładować

Przez w Lut 22, 2015 w Mój dom | 0 komentarzy

Jestem gadżeciarą. Tak, muszę to wreszcie przyznać. Moja torebka czasami, oprócz tony standardowo niezbędnych do funkcjonowania rzeczy, musi wytrzymać jeszcze tablet, kindla a czasami laptop oraz standardowo komórkę. Na Kindlu czytam w komunikacji miejskiej, na tablecie oglądam filmy, pracuję, słucham muzyki. Laptopa muszę czasami zabierać do pracy. To wszystko waży i o zgrozo dość szybko się rozładowuje. Zwłaszcza telefon i laptop. Kiedy widzę czerwoną cienką kreseczkę w polu baterii zaczynam panikować. Staram się pamiętać o doładowywaniu sprzętu w domu, ale zdarza się, że czasem po prostu o tym zapominam. I jest dramat. Muszę coś koniecznie dokończyć, zadzwonić, zrobić w sieci a telefon/tablet/laptop odmawiają mi posłuszeństwa. I koniec. Wtedy jak szalona szukam źródeł energii. Autobusy odpadają, galerie handlowe? Tak, ale nie wszystkie. Na szczęście w Złotych Tarasach są specjalne stacje do ładowania, ale stanie kilkudziesięciu minut wcale mi się nie uśmiecha. Ostatnio jednak odnalazłam tam cudowne miejsce… Ławeczka, biało-niebieska z napisem RWE i łącza USB do ładowania… za darmo. Mogę siąść, popracować i doładować sprzęt. Mogę nawet film obejrzeć i podładować sprzęt. Przede wszystkim mogę spokojnie siedzieć i na spokojnie zaczerpnąć sobie trochę energii. Co fajne wyczytałam, że RWE za każde 50% doładowania baterii przekazuje kasę na WOŚP. Nic tylko korzystać. Wpadam więc czasami do Złotych Tarasów kiedy muszę się podładować i siadam na ławeczce szczęścia. Potem ulubiona gałka lodów i dalej w drogę 😉 źródło obrazka:...

Szara nuda

Przez w Lut 18, 2015 w Moje hobby | 0 komentarzy

Wreszcie nadeszła ta chwila. Moment, na który kobiety z całego świata czekały kilka długich miesięcy… Premiera „50 Twarzy Greya”! Film, którego promocja nakręcana była tak intensywnie, że nastolatki mdlały, a kobiety w średnim wieku miały wypieki na policzkach. Greyomania na całym świecie sięgnęła zenitu w lutym. Oficjalną premierę zapowiedziano na 14 lutego, bo jakżeby inaczej. Bilety w przedsprzedaży znikały jak ciepłe bułeczki. Frekwencja w kinach była ogromna. O dziwo, nawet w Polsce. Wszyscy szli na Greya choć nikt się do tego nie przyznawał. Bo jak to się przyznać to tego, że zamierza się obejrzeć romansidło dla mamusiek w średnim wieku. Ja po przeczytaniu książki także chciałam skonfrontować swoje wyobrażenia z zamysłem reżyserki i autorki książki. Nie zdecydowałam się jednak na wyjście do kina i współodczuwanie z pokaźną grupą kobiet ekscytacji tym wiekopomnym dziełem. Obejrzałam chińską wersję online. I… Kurcze, to było nudne. Fabuła taka drętwa, że w połowie zaczęłam ziewać. Zapewne wiele osób wybrało się na ten film ze względu na Jamiego Dornana i jego gołą klatę oraz tzw. „momenty”. Mnie tych drugich nie dane było zobaczyć ponieważ chińska cenzura jest bardzo okrutna i takich bezeceństw społeczeństwu pokazywać nie będzie. Ale wnioskuję, że szału nie było. Była goła klata Dornana. Ok, tyle. Cieszę się, że przeczytałam książkę, bo była dużo bardziej wciągająca niż ten „kinowy hit kit”. Już boję się kolejnych części. Wprawdzie jest tam dużo więcej wartkiej akcji ale też tak romantyczne momenty, że ich przedstawienie na ekranie na pewno będzie...

Może czas na własny kąt

Przez w Lut 16, 2015 w Mój dom | 0 komentarzy

Od czasów studiów wynajmuję mieszkanie. Każdego miesiąca płacę kilkaset złotych za możliwość pomieszkiwania z kimś w pokoju, samemu w pokoju i samemu w mieszkanku. Cały czas nie moim. Szukając nowego lokum muszę pytać, czy mogę wynająć mieszkanie mając kota, czy mogę je urządzić nieco po swojemu. Czy mogę to, czy mogę tamto. Muszę pytać. Bo nie jest moje. I muszę płacić na nie-moje. Dlatego od pewnego czasu zastanawiam się nad zaciągnięciem tego największego długu w życiu i zamieszkaniu w swoich skromnych czterech kątach. Z moim prywatnym futrzastym kotem. Zaczęłam więc rozglądać się w ofertach mieszkań, pytać znajomych, robić takie wstępne rozeznanie. Cały czas zastanawiam się czy kupować mieszkanie używane – z rynku wtórnego czy może nowe z pierwotnego. Obie opcje mają swoje zalety i wady. Pierwsza, czyli mieszkanie używane, jest o tyle dobre, że nie muszę doinwestowywać w jego wykończenie, co najwyżej w odświeżenie czy niewielki remont. I można się w miarę szybko wprowadzić. Druga umożliwia całkowite dostosowanie mieszkanka do moich potrzeb. Tylko… Nowe mieszkania zazwyczaj budowane są dość daleko od centrum. A ja nie przepadam za ciśnięciem się w komunikacji miejskiej, nie mam też tyle kasy, żeby kupić nowe mieszkanie blisko centrum. Bo za taki luksus trzeba słono zapłacić. Jednak w ramach oswajania się z marzeniami postanowiłam posprawdzać oferty nowych mieszkanek w różnych miastach. Trafiłam jakimś cudem na ofertę ze Szczecina – żeby w ogóle sprawdzić wyszukiwarkę i muszę przyznać, że wygląda to fajnie. Pełne info o okolicy, infrastrukturze, samym osiedlu. Wygląda to dużo lepiej niż w przypadku wyszukiwarek mieszkań używanych. No i same mieszkanka, blok prezentują się bardzo przyjemnie. Zaczęłam już szukać w swoim mieście. Zobaczymy co uda mi się złowić w Warszawie 😉 źródło obrazka:...