Facebook

Leczenie w XXI wieku czyli spejsowy opatrunek hydrokolidowy

Przez w Kwi 20, 2017 w Moje hobby | 0 komentarzy

Pamiętam, jak kilka lat temu przeczytałam książkę „Stulecie chirurgów” Jurgena Thorwalda. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ponieważ uświadomiłam sobie jak jeszcze do niedawna wyglądała medycyna, wiedza na temat ludzkiego ciała, bólu czy bakterii. 100 lat, w ciągu których, leczenie zmieniło się totalnie. Najbardziej zapamiętałam opisy dotyczące testowania znieczulenia, jakichkolwiek leków przeciwbólowych. Dla współczesnych ludzi nie do pomyślenia jest sytuacja, w której operacja jest przeprowadzana bez jakiegokolwiek znieczulenia. A przecież ono nie istniało od zawsze. Jedynym gadżetem pomagającym przetrwać wtedy ból był co najwyżej jakiś przedmiot wkładany do ust, no i ewentualnie mocny alkohol. Medycyna pod koniec XIX wieku to była masakra. Drugą masakrą była zatwardziałość lekarzy, którzy nie chcieli nawet próbować stosować pierwszych środków przeciwbólowych twierdząc, że ból został dany przez Boga ludziom i należy uszanować jego wolę. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ teraz możemy być naprawdę dumni z postępów medycyny. Zdalnie sterowane roboty, które wykonują zabiegi, zaawansowane urządzenia diagnostyczne, leki, szczepionki i… niesamowite opatrunki hydrokolidowe. Dowiedziałam się niedawno, że są już dostępne opatrunki, które są stosowane w przypadku trudno gojących się ran np. z wysiękami – nieprzepuszczalne dla wody, w kontakcie z wydzieliną z rany wytwarzają specjalny żel, który zapewnia ranie optymalne warunki gojenia. Zastosowanie takiego opatrunku obniża pH rany, dzięki czemu hamowany jest rozwój bakterii, pobudzane są również procesy wytwarzania naczyń krwionośnych. Brzmi to po prostu niesamowicie, prawda? Dobrze jest znać nieco historię medycyny żeby móc doceniać jej obecne zdobycze. Możemy być naprawdę dumni. źródła obrazków: Central Florida Lifestyle,...

Sposób na dietetycznego kurczaka czyli kulinarny odpoczynek poświąteczny

Przez w Kwi 17, 2017 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Święta, święta i po świętach 🙂 Wprawdzie jest jeszcze poniedziałek ale wróciłam już od rodziców i czuję się zdecydowanie poświątecznie. Jak zwykle zjadłam za dużo słodyczy i mam chwilową niechęć do wędlin oraz jajek. Dlatego, w ramach, odpoczynku od ciężkich potraw, postanowiłam jutro przygotować obiad z kurczakiem w roli głównej. Dietetyczne danie to zdecydowanie to, czego potrzebuję. Zastanawiam się pomiędzy dwoma przepisami – sprawdzonym i nowym. Pierwszy, to przepis na filety z kurczaka w sosie teriyaki a drugi filety z marchewką i groszkiem. Myślę, że wykorzystam je oba w najbliższym czasie, żeby tylko nie jeść niczego ciężkostrawnego. Zachęca mnie łatwość przygotowania obu potraw. Pierwszą, z sosem teriyaki przygotowuje się zaczynając od sosu. Trzeba więc na patelnię wlać: olej, sos sojowy, ocet ryżowy, dodać miód, starty czosnek i imbir. Kiedy sos się zagotuje, dodaje się filety z kurczaka i dusi, odwracając co pewien czas. Po 15 minutach mamy gotowe pyszne danie z kurczakiem, do którego wystarczy, że ugotujemy ryż brązowy i sałatę. Filety z marchewką i groszkiem przygotowujemy z zamrożonych warzyw, które rozmrażamy poprzez przelanie wrzątkiem. Następnie na rozgrzanej patelni rozpuszczamy masło klarowane i układamy kurczaka doprawionego solą i słodką papryką. Po kilku minutach obsmażania podlewamy mięso bulionem drobiowym i wsypujemy warzywa. Gotujemy wszystko na większym ogniu przez ok 7-8 minut. Na koniec dodajemy śmietanę kremówkę wymieszaną z łyżeczką maki pszennej i ziemniaczanej. Czekamy jeszcze aż sos nam zgęstnieje i voila! Do tej wersji kurczaka możemy podać sałatę i gotowane ziemniaki. Dietetyczny kurczak to moje wybawienie po świątecznym obżarstwie 😀 źródła obrazków: The Girl Who Ate Everything, Kwestia...

Słodkie sposoby na nagrodzenie siebie po tygodniu pracy

Przez w Mar 30, 2017 w Mój czas wolny, Moja uroda | 0 komentarzy

Dziewczyny, wiecie na pewno jak czasem trudno myśleć o trzymaniu diety, kiedy codzienność jest tak stresująca albo dołująca. Wtedy jedyną myślą jest zjedzenie czegoś pysznego i słodkiego, tylko jak wtedy odważyć się wejść na wagę? Ja postanowiłam być twarda i wyznaczam sobie tygodniowe nagrody. W soboty wybieram się na coś absolutnie pysznego i nie mam wyrzutów sumienia. Słodka sobota to dla mnie nagroda za cały tydzień ciężkiej pracy, dlatego przez cały tydzień planuję to wyjście i decyduję, co pysznego zjem. Poniżej kilka moich propozycji: Lody Może to być jedna gałka, a mogą być trzy z bitą śmietaną i dodatkami, nieważne, lody są dobre na wszystko, pod warunkiem, że są naprawdę pyszne. Ja wybieram kraftowe czyli robione przez cukiernię a nie już gotowe i kupowane w wielkich pojemnikach. Ostatnio zachwyciły mnie smaki takie jak ogórek z cytryną czy buraczek z maliną albo trawa żubrowa z brusznicą. No bajka. Gofry     Dobre gofry to jak spełnienie marzeń z dzieciństwa. Chrupiący wafel, bita śmietana i polewy albo posypki. Mam takie magiczne miejsce, w którym gofry wypiekane są od dziesięcioleci a ich zapach czuć już na kilkanaście metrów przed lokalem. Wypasiony gofr w sobotę nagrodzi wszystkie trudy minionego tygodnia 😉 Mega ciasta Mega czyli niesamowicie odbajerzone 😀 W tygodniu zbieram sobie typy kawiarni i ciast, których chciałabym spróbować w sobotę. Tort malinowy z białą czekoladą albo ciasto matcha z japońską herbatą, a może tarta Oreo. Ech, zawsze mam problem z podjęciem ostatecznej decyzji ale przecież sobota jest co tydzień więc lista może być dłuuuga 😀  źródła obrazków: w-dog.net, Time Out,...

Powrót do natury

Przez w Mar 27, 2017 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Chyba się starzeję. Po latach zaufania do różnego rodzaju farmaceutyków, zaczynam coraz częściej szukać naturalnych środków i sposobów leczenia. Oczywiście, w przypadku poważnych dolegliwości bez gadania idę do lekarza i przyjmuję zapisane leki, ale jeśli tylko dokucza mi katar i ból zatok to staram się usunąć te dolegliwości w jakiś domowy sposób. Jedna z moich kuzynek podpowiedziała mi, że w przypadku pierwszych objawów przeziębienia dobrze działa napój przyrządzony z wody, miodu, cytryny i imbiru. Rzeczywiście, w przypadku małych infekcji napój daje radę. Jak czuję, że coś konkretnie próbuje mnie zmóc, wtedy wypijam podwójną porcję witaminy c1000 w postaci musującej. Dowiedziałam się, że w popularnych środkach na potencję, jak na przykład permen king, bardzo ważnymi składnikami, bezpośrednio wpływającymi na ich działanie, są właśnie naturalne ekstrakty z buzdyganka naziemnego, żurawiny wielkoowocowej czy żeń-szenia. Mamy więc wyraźny powrót do natury, to pozytywne zjawisko po zachłyśnięciu się chemią. Spójrzcie, takie niepozorne rośliny a tyle mogą zdziałać      źródła obrazków: Kulturystyka.sklep.pl, Figa z makiem, BycSeniorem.pl, abcZdrowie.pl, Leroy Merlin, Star Seeds...

Wskrzeszenie obiadów czwartkowych

Przez w Mar 25, 2017 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Słyszeliście kiedyś o takiej imprezie jak obiady czwartkowe? Pewnie kojarzycie, że kiedyś intelektualiści polscy na czele z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim spotykali się podczas takich obiadków czwartkowych i dyskutowali o nauce, literaturze i kwestiach politycznych. Niestety nie miały na nie wstępu kobiety, dlatego często spotkania te były okazją do odczytywania jakichś frywolnych erotycznie tekścików. Tak sobie kiedyś panowie rozrabiali na salonach. Piszę o tym bo przyglądam się czasem w restauracjach i kawiarniach ludziom, którzy umawiają się na zjedzenie wspólnego posiłku i niestety tematyka takich rozmów jest masakrycznie nudna. Zastanawiam się czasami ilu ludzi w Polsce potrafi jeszcze dyskutować podczas posiłków o literaturze, sztuce czy nawet tej nieszczęsnej polityce ale bez kłótni. Zazwyczaj bardzo się spieszymy, ciągle zerkamy na telefony i dyskutujemy o kompletnych pierdołach takich jak nowy samochód znajomych. Pamiętam, że na studiach zdarzało nam się ze znajomymi dyskutować o poezji, literaturze czy jakichś wydarzeniach kulturalnych i teraz strasznie mi tego brakuje. Przez ten polityczny syf tym bardziej tęsknię za dyskusjami pozbawionymi politycznych wątków. Pomyślałam sobie nawet, że zbiorę znajomych na taki „czwartkowy obiad” i pogadamy sobie o czymś sensownym. Pewnie trzeba będzie zakazać pewnych tematów i przygotować propozycje na ciche chwile ale to może być myśl 😀 Szukając informacji o tym wydarzeniu trafiłam na stronę Philipiaka poświęconą obiadom czwartkowym. Ta firma produkująca naczynia do gotowania postanowiła odświeżyć ideę zapraszając na obiady znane osoby i skłaniając je do dyskusji m.in. o zdrowym odżywianiu. Czyli nie tylko ja wpadłam na pomysł ruszenia umysłu podczas obiadku...

Quokki – najszczęśliwsze zwierzęta na ziemi

Przez w Mar 22, 2017 w Mój czas wolny, Moja uroda, Moje hobby | 0 komentarzy

Trafiłam jakiś czas temu na artykuł o Quokach – małych ssakach z rodziny kangurowatych, które są przeurocze ponieważ ciągle się uśmiechają 😀 Są małe, ciekawskie, bystre i niesamowicie pogodne. Żyją w Australii i ludzie już mają niezłego fioła na ich punkcie – robią sobie z nimi selfie! Trzeba przyznać, że te zwierzaki są naprawdę wyjątkowo fotogeniczne. Kiedy myślę o Australii, to od razu przed oczami stają mi gigantyczne pająki i inne obrzydlistwa ale na tym kontynencie żyje też sporo fajnych zwierzaków, jak widać. źródła obrazków: XEN Life, Bored...

Mięsożerne niemowlaki

Przez w Mar 20, 2017 w Mój dom | 0 komentarzy

Kolejny wpis z serii „jak ja kiedyś będę w stanie ogarnąć macierzyństwo” czyli moje rozmyślania nad kwestią ogarniania czegoś tak skomplikowanego jak małe dzieci. Przyglądałam się moim siostrzeńcom pałaszującym kotlety mielone i zaczęłam zastanawiać się, od kiedy dzieci jedzą mięso. Niby rzecz oczywista, że dzieci mięso jedzą ale kiedy, w jakiej postaci, jakie ilości daje się niemowlakom. Masakra. Żeby dłużej nie zamęczać się takimi dziwnymi pytaniami, postanowiłam zapytać mojej doświadczonej siostry, która, jak już dawno ustaliliśmy, jest moim guru w kwestiach dzieciowych. Powiedziała mi, że generalnie termin wprowadzania mięsa do menu i jego rodzaj oraz ilości opisane są w kalendarzu żywienia niemowląt. Jeśli jednak mamy trudności ze zwizualizowaniem sobie ilości mięsa opisanych w gramach, możemy poszukać np. filmików dotyczących mięsa w diecie niemowlaka, które bez problemu znajdziemy na YouTube. Znowu okazuje się, że Internet jest dobrym przyjacielem każdego poszukującego informacji. Musimy tylko znaleźć źródła wiarygodne, najlepiej publikowane przez znane i cenione marki. Wszystkie kwestie związane z maluchami są teraz do ogarnięcia. Trudno jest od razu ogarnąć wszystkie tematy i nawet siostra przyznaje, że cały czas się uczy, szuka informacji dot. danego zachowania czy jakichś dolegliwości. Tak robi bardzo wielu rodziców. Czasami w ten sposób można dowiedzieć się, że jakieś okropne albo dziwne zachowanie dziecka nie jest aż tak wyjątkowe i inni rodzice doświadczają czegoś podobnego a nawet w nasilonym stopniu. Takie odkrycia bywają w jakiś sposób pocieszające 😉   źródła obrazków: BabyCenter, Reading Acts,...

5 powodów dla których lubię wiosnę

Przez w Mar 15, 2017 w Mój czas wolny, Moja uroda | 0 komentarzy

Wiosna to pora roku, którą lubi większość z nas. Wreszcie można przestać ubierać się w milion warstw ubrań, ślizgać się po chodnikach i przestać patrzeć na rozkładające się psie kupy (teraz rozkładają się w trawie). Generalnie jest wspaniale. Postanowiłam jednak podsumować zalety wiosny w 5 punktach, jesteście gotowi? Wiosna to Dzień Kobiet i Dzień Wagarowicza czyli 2 okazje do obijania się legalnie w pracy. Bo przecież w święto kobiet nikt Ci wyrzutów nie będzie robił o jakieś pierdoły a w dzień wagarowicza można się ulotnić z pracy i olać wszystkie projekty (no przynajmniej w moim przypadku). Można bez skrępowania jeść lody na ulicy. Kiedy chodziłam z lodami w styczniu to jednak ludzie nieco dziwnie na mnie patrzyli co było mało przyjemne. Teraz, kiedy zrobiło się ciepło, wszyscy wędrują z lodami i jest cudownie. Można przestać się pocić w zimowej kurtce w autobusie. Bosz, to jest okropne – na zewnątrz -10 a w autobusie parówa i czujesz jak pot spływa ci po plecach. Szczerze tego nienawidzę. Można wybrać się na wiosenny piknik i pierwsze grillowanie. Ech, ten zapach podpiekanej kiełbaski… Nieważne czy grill czy ognisko, ważne, że kiełbaska smakuje wtedy absolutnie wspaniale. Wiosenne pikniki są niesamowite bo jeszcze nie czuć skwaru a dookoła jest totalnie kolorowo. A propos kolorów – wiosnę kocham za kolory – kwiatów, trawy, odradzającej się przyrody. Uwielbiam spacerować wiosną, patrzeć na kwitnące drzewa i wdychać zapach kwiatów. Matko droga, jak ja to uwielbiam!!!   źródła obrazków: Wikimedia Commons, NPR, Science News...

Czas zaplanować wiosenne wyprawy

Przez w Mar 12, 2017 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

Muszę przyznać, że uwielbiam planować podróże. Nie przeraża mnie szukanie połączeń, noclegów i całe to długie analizowanie ofert i opcji. Ja odpoczywam planując podróże. Może powinnam zatrudnić się w biurze podróży. Hmm, w sumie nigdy nie brałam tego pod uwagę, może powinnam 🙂 Teraz, kiedy do wiosny coraz bliżej, coraz więcej czasu poświęcam na tą czynność co polega na tym, że wertuję oferty, szukam tanich połączeń, zbieram inspiracje i planuję, planuję i marzę. Znajomy zainspirował mnie do poszukiwania połączeń lotniczych do Londynu. Sam wybrał się tam na weekend i był bardzo zadowolony. Udało mu się trafić na fajne połączenie, dzięki czemu wyleciał w piątek a wrócił w niedzielę wieczorem. Podczas tych trzech dni pozwiedzał, spotkał się ze znajomymi i posmakował londyńskich przysmaków oraz oczywiście piwa 😉 Tak bardzo mnie nakręcił, że teraz nie myślę o niczym innym jak o zorganizowaniu sobie weekendu w Londynie. Trafiłam nawet na ofertę Lotu, która obejmuje przeloty, transfer z lotniska, noclegi, rejs statkiem po Tamizie a nawet ubezpieczenie. Fajny pakiecik, dzięki któremu nie muszę wiele kombinować żeby mieć wymarzony weekendowy wypad do Londynu. Oczywiście to jest jedna z opcji, jakie rozważam. Jeśli nie uda mi się znaleźć czegoś lepszego w najbliższym czasie to chyba zrobię sobie taki prezent z okazji pierwszego dnia wiosny. Tak bardzo dołuje mnie szara polska rzeczywistość, że jestem w stanie nawet trochę więcej zapłacić, żeby jak najszybciej się z niej wyrwać, nawet na weekend. Londynie, czekaj na mnie, niedługo Cię nawiedzam!   źródła obrazków: GDCC, Change.org, GetYourGuide Zapisz...

5 sposobów na prezent bez okazji

Przez w Mar 7, 2017 w Mój czas wolny, Moja uroda | 0 komentarzy

Gwiazdka czy urodziny to nie jedyne okazje do zrobienia komuś prezentu. Uświadomiłam to sobie niedawno podczas rozmowy ze zdołowaną życiem koleżanką :-/ Postanowiłam zrobić sobie listę pomysłów na prezenty bez okazji, które są w stanie pocieszyć, poprawić humor czyli generalnie doenergetyzować daną osobę zupełnie bez okazji. W końcu najlepszym sposobem na poprawienie komuś humoru jest prezent niespodzianka czyli jakiś absolutnie wyjątkowy podarunek. Kwiaty bez okazji Sprawdziłam opcje dostawy kwiatów kurierem. Okazuje się, że teraz bez większych problemów można zamówić dowolne kwiaty tzw. pocztą kwiatową. Wybiera się jakąś super wiązankę, płaci, podaje adres i już. Postanowiłam, że któregoś dnia zamówię mojej koleżance bukiet kwiatów z dostawą do biura. To niestety samotna dziewczyna, której od lat jakoś słabo układa się w życiu uczuciowym więc kiedy dostanie taki super bukiet to koleżanki z biura pewnie będą szalały z zazdrości. Oj, czasami trzeba trochę wbić szpilę tym wszystkim wrednym dziewczynom obgadującym Cię na boku. Kasia jest raczej spokojną dziewczyną, która nie wdaje się w sesje obgadywania koleżanek, przez co cieszy się małą popularnością w damskim towarzystwie, co niestety dość mocno ją boli. Wyobraźcie sobie, że te wszystkie wredne dziewczyny nagle widzą wielki bukiet kwiatów, który ląduje na biurku Kasi. Ich mina w tym momencie – bezcenna 😀 Wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych na pewno się opłaca żeby usłyszeć potem relację Kasi. Babski wypad do SPA Muszę przyznać,  że nie pamiętam kiedy byłam w SPA, co oznacza, że muszę się tam wybrać jak najprędzej. Znalazłam jakiś czas temu oferty hoteli na weekendowy wypad dla dziewczyn. Damskie weekendy w SPA są teraz dość popularne. Jak pomyślę o tym, że mogłybyśmy z Kasią wybyć poza miasto na cały weekend i tylko wylegiwać się na kozetkach rozkoszując się zabiegami wykonywanymi przez umięśnionych facetów. Ech, zdecydowanie czas zarezerwować sobie jakiś weekendzik i zrobić Kasi i sobie taki prezencik bez okazji. Totalnie damski, totalnie odjazdowy i regenerujący siły życiowe. Taka odnowa na wiosnę będzie w sam raz. Weekend za granicą za gorsze Kolega zaraził mnie manią poszukiwani tanich połączeń lotniczych. Sam był niedawno w weekend w Holandii. Zaczęłam więc sama intensywnie poszukiwać takich lotniczych perełek. Trafiłam na fajną promocję na przeloty do Rzymu w weekend. Postanowiłam zarezerwować podwójne miejsca i poszukać jakiegoś sensownego hoteliku. Mam znajomego, który pochodzi z Rzymu więc liczę na jego pomoc przy wyborze miejsc do zwiedzania. Wiecie, Koloseum to nie wszystko przecież. Zależy mi na jakichś mało popularnych i klimatycznych miejscówkach. Znając Kasię i niestety jej mało rozrywkowy tryb życia, to raczej planów weekendowych mieć nie będzie więc bez problemu powinno mi się udać ją namówić na taką wyprawę. Prezent niespodzianka w postaci weekendowego wypadu do Rzymu – absolutnie jestem na tak! Prezent hand made Prezenty własnoręcznie robione to teraz temat rzeka. Można kupić wiele takich niestandardowych gadżetów, które nie wyszły z fabryki i nie były sprzedawane w sieciówce. Poza tym można zapisać się na jakiś kursik i podarować bliskim np. ręcznie robione świece albo biżuterię. Możliwości jest sporo. Ja postanowiłam robić notatniki. Zamówiłam specjalne okładki u introligatora, ustaliliśmy rozmiary i kolory wklejek itp. i zamierzam je rozdawać moim znajomym. Mam kilka osób, które kiedyś bardzo lubiły pisać ale z jakichś niewiadomych dla mnie przyczyn przestały to robić w ostatnim czasie. Do tego straciły jakoś zapał do życia, pasję. Chciałabym podarować im notatniki w których mogliby znowu zacząć pisać. Kasia też dostanie taki, ponieważ swego czasu pisała bardzo ładne wiersze. To będzie, moim zdaniem, świetny sposób na prezent bez okazji. Spotkanie a la zlot absolwentów Czasami wspomnienia wydają się być lepszymi prezentami niż rzeczy materialne, dlatego zamierzam w najbliższym czasie zorganizować  spotkanie przyjaciół z danych lat. Ostatnie takie spotkanie mieliśmy kilka lat temu i jestem bardzo ciekawa co porabiają co poniektórzy. Niestety duża część osób przeniosła się do innych miast ale też zaopatrzyli się w międzyczasie we własne środki transportu, dzięki czemu bez trudu powinni przyjechać na takie spotkanie, tym bardziej, że mają już dzieci, prace i są zmęczeni codziennymi obowiązkami na tyle, żeby wyrwać się od tego wszystkiego choćby na jeden dzień. Kasia też na pewno ucieszy się z takiego spotkania. Brakuje jej przyjaciół z dawnych lat. Rozmowy na Messengerze czy Hangoutach nie zastąpią osobistego spotkania. To są moje sposoby na prezenty bez okazji, wszystko przez Kasię, która mi ostatnio chodzi taka zmasakrowana psychicznie, że coraz bardziej się o nią boję. Nawet wiosna jakoś jej nie cieszy w tym roku a zawsze uwielbiała ten czas i mocno odżywała po zimie. Dlatego, w ramach ratowania człowieka, ogłaszam czas na dawanie prezentów bez okazji – bez względu na to, czy są to rzeczy materialne czy wydarzenia. Ważna jest intencja, a jest nią bliska mi osoba, którą na pewno i Wy macie w swoim otoczeniu. źródła obrazków: Pinterest, A Double Shot of Recovery, Yola, Mentoring Moments, Lifehacker,...

Ewolucja telefonów

Przez w Lut 28, 2017 w Moje hobby | 0 komentarzy

Pamiętam bardzo dobrze, jak zobaczyłam na żywo pierwszy telefon komórkowy, który pojawił się w mojej rodzinie. Zdaje się, że był to Sagem albo Alcatel – duży, ciężki i bardzo mało zaawansowany technicznie. Od tego czasu minęło około 20 lat i przeszłam przez wiele etapów zachwytów telefonami. Pojawiały się pierwsze modele z kolorowym wyświetlaczem, który stopniowo się powiększał aż nadeszła pora telefonów dotykowych. Teraz to one królują ale co będzie w najbliższej przyszłości? Przezroczyste wyświetlacze z plexi czy może hologramy? Już nie mogę się doczekać. Pamiętacie te stare modele? Ja sobie je ostatnio powspominałam…   źródła obrazków: BBC, Digital Connect Mag, Wikipedia, Epica Gear,...

Za co lubię IKEA

Przez w Lut 26, 2017 w Mój czas wolny | 0 komentarzy

IKEA to dla mnie idealny sklep z wyposażeniem wnętrz, mogę tam spędzać naprawdę mnóstwo czasu. Wyprawy traktuję jak wycieczki, a czas tam spędzany jak odpoczynek. Szkoda tylko,  że mój portfel tak ciężko znosi te wizyty :-/ IKEA to nie tylko przemyślane rozmieszenie wszystkich elementów w sklepie ale też niesamowite przedmioty i design produkowanych przez nich mebli. Trzeba przyznać, że stworzyli markę, której produkty trafiają do domów zarówno zamożnych, jak i biednych. Jakość w rozsądnej cenie – tak można byłoby podsumować ich produkty. Poza tym cenię tę markę za innowacyjność. Ich niektóre rozwiązania techniczne są naprawdę zaskakujące i zachwycające w swojej prostocie. W ostatnim czasie trafiłam na artykuł opisujący jeden z ich ostatnich projektów – domowy ogród (The Growroom). Wyobraźcie sobie kulistą konstrukcję, która obłożona jest doniczkami z roślinami ale do której możemy też wejść. Brzmi niesamowicie, prawda? Co ciekawe, projekt z wzorami wszystkich elementów został udostępniony przez jej twórców bezpłatnie.  Wprawdzie w mieszkaniu w bloku trudno byłoby stworzyć sobie taką zieloną konstrukcję ale galerie czy inne instytucje kultury mogłyby zainwestować trochę grosza i powstawiać takie ogrody. W moim mieście instytucje kultury działają całkiem sprawnie więc mamy w centrum miasta ogród na dachu, a nawet pasiekę. Na dachu jednego z centrów handlowych jest park z trawą i drzewami.  Takie zielone akcje powinny być bardziej popularne, tym bardziej, że ostatnio Polacy wycięli całkiem sporo drzew w ramach uwolnienia prawa 🙁 Poza tym problemy ze smogiem pokazują, że bardzo brakuje nam  zieleni w miastach.     źródła obrazków: boredpanda.com,...